MICHAŁ STOKOWSKI - FOTOGRAFIA KRAJOBRAZU | FOTOGRAFIA REKLAMOWA

Popołudnie w kajaku – Wisła

Nadwiślańskie krajobrazy oraz sama Wisła zachwycają mnie na różne sposoby. Z wielkim zaciekawieniem przypatruję się zmianom zachodzącym tam wraz z następującymi po sobie porami roku, podziwiam wschody i zachody słońca, delektuję się spokojem na piaszczystych wyspach. Od lat wędruję brzegami Wisły, a od niedawna także pływam – pontonem uzbrojonym w silnik.  Dało mi to możliwości zajrzenia w miejsca, o których wcześniej nawet nie wiedziałem, nie byłem w stanie sobie wyobrazić jak wyglądają, jak tam jest i co tam jest. Niedawno wypożyczyłem kajak i z jego perspektywy podziwiałem Wisłę w okolicach Modlina. Niemal bezszelestne poruszanie się tym sprzętem pozwoliło mi przepłynąć w odległości 10m od pasących się na trawiastym brzegu saren, podejrzeć bociana czarnego, czaple białe, a do tego podpłynąć do wielkich, zatopionych konarów, czego nie robiłem na pontonie ze względu na obawy o śrubę silnika, która mogłaby zahaczyć o jakieś niewidoczne gałęzie. Zwierząt nie sfotografowałem,  bo wyciąganie sprzętu z wodoszczelnego worka narobiłoby sporo hałasu i pewnie spłoszyłbym mamę-sarnę i jej maleństwo. Zobaczcie jednak, co udało mi się uchwycić telefonem:

Nadwiślański lis

Fotografowałem nadwiślańskie topole, gdy na wale pojawił się rozbrykany lis. Podrzucał i tarmosił jakąś niewielką istotę, potem chyba ją zjadł. Był na tyle daleko, że na pierwszych zdjęciach wyglądał jak niewielka kropka. Po tej uczcie zaczął iść w moją stronę. Stałem nieruchomo, zadowolony, że na korpusie miałem teleobiektyw. Lis, niewiele sobie robiąc ze stojącego na jego drodze gościa z aparatem, minął mnie w odległości ok. 3m. Może nie widział mnie zza statywu :) Zapozował, powęszył i odszedł, a ja wreszcie spokojnie mogłem złapać oddech.

Dolina Środkowej Wisły

Do wiosennej galerii Wisły dodałem właśnie nowe zdjęcia, zrobione po południu w okolicy Twierdzy Modlin. Więcej zdjęć Doliny Środkowej Wisły.

Rzeka Wisła – wyspa wiślana w okolicach Zakroczymia

Na Wiśle, przy złej pogodzie wiele się dzieje – w powietrzu, na niebie, na wodzie… To, co było zachmurzonym niebem, zmienia się w srogie chmury, zwykły wiatr rozwiewający włosy w mieście, na wodzie wieje niemiłosiernie, tworząc duże fale, które utrudniają manewrowanie i które wlewają się na pokład łodzi. Zatrzymaliśmy się na jednej z wiślanych kęp z nadzieją, że przelotne przejaśnienia przyniosą piękny zachód słońca, ale coraz gęstsze, wysokie chmurzyska pozbawiły nas złudzeń. Obeszliśmy wysepkę, jak zwykle znaleźliśmy kilka skamielin, czaszek, muszli, kości, wygładzonych i wysuszonych konarów, pstryknęliśmy kilka zdjęć i z wiatrem w plecy, lecz pod prąd, wróciliśmy do portu. To było udane popołudnie.